shadow.flog.pl
...MOIM PRZEZNACZENIEM JEST WĘDRÓWKA DUSZ, CIERPIENIE POTĘGUJE SIĘ,NIE MOGĘ ŻYĆ I UMRZEĆ W SPOKOJU, ŻYCIE W ŚMIERCI JEST MOIM PRZEZNACZENIEM...
Opowieść... ( XVII )
31.03.2012, 15:07:32
Aparat: OLYMPUS IMAGING CORP. - EXIF↓
Model: SP565UZ
Przysłona: f/3.2
Ogniskowa: 6.6mm
Naświetlanie: 1/640s
ISO: 64
Włącz muzykę/film
czyli obronne elementy architektury...
zachowane w całości i nie tylko...
mam do nich wielką słabość...
Głośne łomotanie w drzwi celi wyrwało go ze snu. Otworzył zaczerwienione powieki i przez chwilę bezwiednie wpatrywał się w sufit. Po chwili łomotanie w drzwi powtórzyło się.
- Wejść.- Powiedział zachrypniętym głosem.
Drzwi otwarły się i w progu stanął brudny, zakurzony pacholik.
- Panie kazałeś się obudzić przed szturmem. Zaraz się zacznie, bo saraceni grupują się naprzeciw wyłomu, który wczoraj uczynili. Nasi też tam są wraz z mistrzem de Beaujeu.
- W takim razie pospieszajmy. – Rzekł rycerz wstając z łoża.
Szybkim krokiem wyszli z celi i skierowali się krużgankami w kierunku dziedzińca. Po drodze musieli uważać gdzie stawiają kroki gdyż cały podwórzec Kraku usiany był złomami murów, cegieł i kamieni pozostałych po ostrzale saraceńskich trebuszy i katapult. Przedostawszy się z zamku do miasta udali się w stronę głównej bramy miejskiej skąd dobiegał coraz głośniejszy gwar ludzkich głosów. Gdy dotarli na miejsce rycerz przykazał pachołkowi by sprowadził jego konia a sam wspiął się na mur gdzie przy baszcie w towarzystwie kilku Fratres milities i marszałka templariuszy stał mistrz zakonu Wilhelm z Beaujeu. Rycerz przywitał się z towarzyszami i zagadnął:
- Widzę, że zaraz do szturmu ruszą a w naszym murze spory wyłom. Będzie ciężko ich odeprzeć.
- Masz rację bracie. Będzie ciężko. Nasi ludzie są już zmęczeni a oni mają wciąż świeże i wypoczęte posiłki. Jeden Bóg może nas uchronić a jeśli Akra padnie, tedy będzie koniec Królestwa Jerozolimy.- Powiedział mistrz de Beaujeu wpatrzony w mrowie saraceńskich wojowników, którzy prowadzeni przez baszów powoli zbliżali się w stronę wyłomu.
- Panowie, ruszajmy do ludzi, aby ich sprawić przed bitwą. –Powiedział mistrz i skierował się do schodów. Zanim na nie wstąpił obrócił się jeszcze i krzyknął w stronę rycerzy znajdujących się u podnóża murów - Dzieci pamiętajcie: Deus lo vult!
Jego okrzyk powitała cisza. Pozostali przy życiu obrońcy spoglądali na siebie niepewnym wzrokiem. Wszyscy wiedzieli przecież, jakimi siłami dysponuje sułtan Al.- Aszraf` Chalil a żaden z nich nie wątpił nawet w swój los, jaki by go spotkał gdyby się dostał żywy w ręce saracenów. Jakże teraz wyglądali dumni krzyżowcy, zdobywcy i obrońcy Ziemi Świętej! Przeciągające się przez kilka tygodni oblężenie Akki wycisnęło na nich swoje piętno. Wychudzone, poszarzałe oblicza i oczy pozbawione wyrazu. Okryci w spłowiałe suknie, powyginane i pordzewiałe zbroje, jakże żałosny przedstawiali widok! W tym momencie każdy z nich marzył tylko by wynieść całą skórę z tego przeklętego miasta i odpocząć pod palmami Cypru. Los ostatniego przyczółka chrześcijaństwa w Ziemi Świętej był im zupełnie obojętny.
Templariusze zeszli z blanków i każdy udał się w stronę oddziału, który był mu powierzony. Rycerz dostrzegł pachołka, który prowadził jego konia. Zgodnie z wytycznymi mistrza miał wraz z nim objąć komendę nad resztą jazdy, która jeszcze znajdowała się w mieście. Dosiadając wierzchowca spojrzał na swych towarzyszy i rzekł głośno:
- Bracia milities! Jestem pewny, że nie dla nas słodkie życie na Cyprze! Wiem na pewno, że król Henryk ułożył się z sułtanem! Wiem też, że to od nas zależy los tego miasta także nie zawiedźcie mnie i naszych braci! Ktokolwiek wyłoni się z wyłomu ten spotka się z naszymi mieczami. Pamiętajcie o regule i niech was dobry Bóg ma w opiece!
To rzekłszy ujął pawęż, którą podał mu pachołek a następnie kopię i usadowiwszy się wygodnie na kulbace wytężył wzrok wpatrując się w wyłom.
*****
Nastała cisza. Rycerze słyszeli własne oddechy i przyspieszone bicie serc. Wielu bezgłośnie szeptało modlitwy. Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrywali się w wyłom skąd spodziewano się natarcia…
Nagle zza murów rozległ się wrzask tysięcy gardzieli: „ Allach Inschallach – Allach Akbar!”.
Szturm się rozpoczął.
Straże templariuszy i pachołkowie przydzieleni do piechoty zaparli się mocno stopami o ziemię. Opuścili pawęże murem do przodu pochylając jednocześnie płot włóczni i berdyszów w kierunku skąd nacierali saraceni. Za nimi kusznicy i łucznicy naciągnęli kusze i napięli łuki. Tymczasem wyznawcy proroka dufając widocznie w swoją przewagę bez należytej ostrożności wleli się potokiem przez wyłom w murze prosto na plac gdzie czekali na nich obrońcy. Brzęknęły cięciwy kusz i łuków, zaśpiewały strzały puszczane pewnymi rękoma!
Tłum saracenów skłębił się w wyłomie. Pierwsze szeregi prute strzałami chrześcijańskich obrońców zachwiały się, lecz parte z tyłu przez nowych wojowników ustąpić nie mogły. Krzyk rażonych mężów wzbił się pod niebiosa. Saraceni jednak nie cofali się. Następne szeregi depcząc po rannych i trupach ruszyły na mur tarcz najeżony włóczniami. Kusznicy wraz z łucznikami nie mogąc strzelać do bliższych, razili strzałami wciąż napływające przez wyłom szeregi muzułmanów. Piechota templariuszy zwarła się potężnie z saracenami. Bici mieczami, dźgani i kłuci włóczniami, gruchotani berdyszami poczęli saraceni ustępować. Mur tarcz przesuwał się do przodu. Kawałek po kawałku chrześcijanie parli naprzód. Jeszcze chwila i potężny okrzyk zwycięstwa rozległ się na placu. Wróg ustąpił.
Piechota cofnęła się na wcześniejszą pozycję po drodze zabierając rannych i zabitych oraz dobijając rannych nieprzyjaciół. Następnie znowu uformowała szyk. Nikt nie wątpił, że przeciwnik zaatakuje ponownie.
Jakoż po chwili po drugiej stronie murów rozległ się znowu wrzask dobyty z tysięcy gardeł i saraceni ruszyli do kolejnego natarcia. Teraz doświadczeni srogą nauką wstąpili w wyłom osłaniając się ścianą dużych tarcz, spoza których ich łucznicy poczęli zasypywać obrońców gradem strzał. W szeregach chrześcijańskich rozległy się jęki rannych. Nie czekając wroga na miejscu straże ruszyły naprzód nie pozwalając by większa ilość mahometan znalazła się na dziedzińcu. Starli się na placu i znów w niebo pobiegły krzyki walczących i jęki rannych. Bitwa stawała się coraz zażartszą. Nikt nie prosił o litość i nikt jej nie okazywał. Chwilami milkły wrzaski i słychać było tylko zgrzytanie żelaza o tarcze i pancerze. Chrześcijańscy rycerze walczyli jak lwy wiedząc, że tylko od wyniku bitwy zależy ich życie. Niejeden jednak oglądał się za siebie spoglądając na zwarte szeregi swojej jazdy i zastanawiając się, kiedy ruszą im na pomoc.
Gdy siły obrońców powoli poczęły się wykruszać sułtan Al- Aszraf Chalil postanowił wprowadzić do boju swych mameluków. Pobiegły ordynanse do jazdy i potężne oddziały królewskich mameluków poczęły zbliżać się do miasta. Tymczasem na dziedzińcu obrońcom mdlały ręce od nieustającej walki i coraz gęściejszym trupem zaczęli zaścielać plac boju. Pozostali przy życiu jak zbawienia wyglądali odsieczy ze strony własnej jazdy, którą jednak mistrz z rycerzem trzymali na wodzy czekając na stosowny moment. Ten nadszedł wreszcie, gdy w wyłomie ukazały się proporce królewskich mameluków. Gdy muzułmańscy jeźdźcy uderzyli na pozostałą cześć chrześcijańskiej piechoty mistrz de Beaujeu spiął konia ostrogami i krzyknął ile miał sił w płucach „ Bóg z nami! Naprzód!”
Templariusze osadzili się mocniej w kulbakach, pochylili glewie kopii do pół końskiego ucha i ruszyli na kształt smoka, który wypełza z czeluści jaskini.
Mamelucy rozpędziwszy niedobitki piechoty nie zdążyli się opamiętać i sprawić szyku, gdy jak taran wbił się pomiędzy nich klin chrześcijańskich rycerzy. „Allach – Jezus” te dwa okrzyki zlały się w jeden i pobiegły w stronę błękitnego nieba. Templariusze po skruszeniu kopii chwycili za miecze i bitwa na dziedzińcu rozgorzała na nowo. Krew poczęła płynąć strumieniami przez zakurzony plac tworząc miejscami kałuże które rozbryzgiwały końskie kopyta. Podczas starcia podniosły się tumany kurzu i zasłoniły walczących. W powstałej kurzawie widać było jedynie błyski mieczy i słychać było trzask i stukot żelaza o pancerze.
Rycerz po skruszeniu kopii dobył miecza i potężnym pchnięciem przebódł chorążego wrogiej jazdy. Ten trafiony przez śmiercionośne żelazo krzyknął strasznym głosem i wyrzucając krwawą pianę ustami spadł pomiędzy tańczące konie wypuszczając sułtański sztandar z ręki. Zielona flaga proroka upadła pod końskie kopyta. Na ten widok zakrzyknęli radośnie templariusze i ze zdwojoną mocą uderzyli na wroga. Rycerz tymczasem obrócił się w siodle i potężnym cięciem skruszył obojczyk kolejnemu mamelukowi. Następnie sparował cięcie krzywego bułata tarczą i uderzył mieczem w naczółek innego wyznawcę proroka. Ten upadając z konia z ciemnym obliczem zalanym krwią ostatkiem sił pchnął konia, którego dosiadał rycerz. Pchnięcie zadane słabnącą ręką nie wyrządziło jednak żadnej szkody a rycerz nie zwracając nań uwagi najechał kolejnego przeciwnika. Tego przebił mieczem aż ostrze wyszło przez jego plecy tak mocno, że jego jelec zahaczył o łuski zbroi mameluka. Rycerz przez chwilę nie mógł wyszarpnąć klingi z ciała przeciwnika, co widząc towarzysz tego ostatniego zbliżył się do chrześcijańskiego jeźdźca chcąc pomścić swego pobratymca. Rycerzowi, który nie mógł odzyskać broni śmierć stanęła w oczach, lecz szybki jak błyskawica wyszarpnął ostry nadziak zza pasa i uderzył nim w hełm nacierającego. Żelazo przebiło blachę i krew z mózgiem obryzgała twarz rycerza. Nagle dojrzał jak muzułmańska strzała ugodziła wielkiego mistrza de Beaujeu w bok. Ciężko ranny mistrz bliski śmierci wycofał się z placu. Na ten widok zawyli z radości mahometanie a chrześcijanom krzyk rozpaczy zamarł na ustach. W tym samym momencie inny muzułmanin uderzył bułatem w hełm nic niespodziewającego się rycerza i strąciwszy mu osłonę z głowy samego ogłuszył i przytomności na moment zbawił. Oczy rycerza mrokiem się powlokły i spadł bez czucia pomiędzy konie walczących. Tam, cudem uniknąwszy stratowania na chwilę odzyskał zmysły. Dobył mizerykordii z pochwy na brzuchu i począł ciąć pęciny mameluckich koni. Jednak po chwili dosięgło go ostrze lancy jednego z wrogów. Ostrze przebiło pancerz i silnie zakłuło go w pierś. Ranny, próbował wydostać się z gwaru bitwy, lecz szybko uchodząca krew pozbawiła go sił tak, że padł bez zmysłów na skraju dziedzińca. Zamknął oczy i poczuł, że zapada się w przepaść bez dna…
Komentarze
+ dodaj
innanne
2 miesiące temu
No nareszcie, długo trzeba było czekać na ciąg dalszy:)
Zdjęcie przepiękne:)+
Miłej niedzieli Mistrzu Cieniu:)
innanne:
No nareszcie, długo trzeba było czekać na ciąg dalszy:)
Zdjęcie przepiękne:)+
Miłej niedzieli Mistrzu Cieniu:)
-bies-
2 miesiące temu
Niesamowicie piszesz, Mistrzu. Muszę przyznać, że każdym swym napisanym słowem wciągasz w opowieść coraz bardziej.
Są jednak dwie boleści: jedna to taka, że za rzadko jesteś gościem floga z nowymi tekstami, a druga... kolejne części są zdecydowanie za krótkie... Czytelnik nim się obejrzy, musi już zakończyć swą podróż do Twej opowieści i czekać (nie)cierpliwie na ciąg dalszy... Ależ nas karzesz...
-bies-:
Niesamowicie piszesz, Mistrzu. Muszę przyznać, że każdym swym napisanym słowem wciągasz w opowieść coraz bardziej.
Są jednak dwie boleści: jedna to taka, że za rzadko jesteś gościem floga z nowymi tekstami, a druga... kolejne części są zdecydowanie za krótkie... Czytelnik nim się obejrzy, musi już zakończyć swą podróż do Twej opowieści i czekać (nie)cierpliwie na ciąg dalszy... Ależ nas karzesz...
Gość: esterka
27 dni temu
Drogi Cieniu...:)
Nie zniechęcaj się,pisz.
Przecież niektórzy czytają i czekają-mimo wesołkowatych komentarzy:D
Gość:
Drogi Cieniu...:)
Nie zniechęcaj się,pisz.
Przecież niektórzy czytają i czekają-mimo wesołkowatych komentarzy:D
marysia-ltd
13 dni temu
i znów się zawiesiłam w odwiedzinach....
pozdrawiam zatem Waszmości Shadow
marysia-ltd:
i znów się zawiesiłam w odwiedzinach....
pozdrawiam zatem Waszmości Shadow
Dodaj komentarz
Poleć to zdjęcie znajomym

Podaj swój adres e-mail
Podaj adresy e-mail znajomych
Napisz wiadomość
Przepisz kod z obrazka:








myszaczek
2 miesiące temu
piękny kadr ..
pozdrawiam
myszaczek: piękny kadr ..
pozdrawiam