Kanał RSS

Moje ostatnie wpisy

  • Opowieść... ( XVII )  :: Głośne łomotanie w drzwi celi wyrwało go ze snu. Otworzył zaczerwienione powieki i przez chwilę bezw

    2 miesiące temu

  • Opowieść... ( XVI )  ::  
Ciało brata Hugona odnaleźli strażnicy miejscy następnego ranka zaniepokojeni otwartymi wrotami ko

    3 miesiące temu

  • Opowieść... ( XV )  ::  
Minęła długa zima i wiosna zawitała na Pomorską ziemię a wraz z nią utrwaliło się władztwo zakonu

    3 miesiące temu

  • Opowieść... (XIV ) ta część dla Awe...  :: Tymczasem brat Hugon zmyliwszy ewentualną pogoń, której niemal był pewien, podążał na północny wschó

    3 miesiące temu

  • Opowieść... ( XIII )   :: Brat Jaques nie był zaskoczony nieobecnością swojego przyjaciela. Hugonowi zdarzało się wyjeżdżać do

    4 miesiące temu

  • mały przerywnik...  :: ot tak o...
żeby obudzić czytelników opowieści...

    4 miesiące temu


Albumy

Aby wykonać akcję musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.

Aby wykonać akcję musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.

Aby podarować prezent musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.

Opowieść... ( XVII )

Aparat: OLYMPUS IMAGING CORP. - EXIF
Model: SP565UZ
Przysłona: f/3.2
Ogniskowa: 6.6mm
Naświetlanie: 1/640s
ISO: 64

Album: Zamki i ich ruiny  

Kategoria: architektura  

Włącz muzykę/film

czyli obronne elementy architektury...
zachowane w całości i nie tylko...
mam do nich wielką słabość...

Głośne łomotanie w drzwi celi wyrwało go ze snu. Otworzył zaczerwienione powieki i przez chwilę bezwiednie wpatrywał się w sufit. Po chwili łomotanie w drzwi powtórzyło się.

- Wejść.- Powiedział zachrypniętym głosem.

Drzwi otwarły się i w progu stanął brudny, zakurzony pacholik.

- Panie kazałeś się obudzić przed szturmem. Zaraz się zacznie, bo saraceni grupują się naprzeciw wyłomu, który wczoraj uczynili. Nasi też tam są wraz z mistrzem de Beaujeu.

- W takim razie pospieszajmy. – Rzekł rycerz wstając z łoża.

Szybkim krokiem wyszli z celi i skierowali się krużgankami w kierunku dziedzińca. Po drodze musieli uważać gdzie stawiają kroki gdyż cały podwórzec Kraku usiany był złomami murów, cegieł i kamieni pozostałych po ostrzale saraceńskich trebuszy i katapult. Przedostawszy się z zamku do miasta udali się w stronę głównej bramy miejskiej skąd dobiegał coraz głośniejszy gwar ludzkich głosów. Gdy dotarli na miejsce rycerz przykazał pachołkowi by sprowadził jego konia a sam wspiął się na mur gdzie przy baszcie w towarzystwie kilku Fratres milities i marszałka templariuszy stał mistrz zakonu Wilhelm z Beaujeu. Rycerz przywitał się z towarzyszami i zagadnął:

- Widzę, że zaraz do szturmu ruszą a w naszym murze spory wyłom. Będzie ciężko ich odeprzeć.

- Masz rację bracie. Będzie ciężko. Nasi ludzie są już zmęczeni a oni mają wciąż świeże i wypoczęte posiłki. Jeden Bóg może nas uchronić a jeśli Akra padnie, tedy będzie koniec Królestwa Jerozolimy.- Powiedział mistrz de Beaujeu wpatrzony w mrowie saraceńskich wojowników, którzy prowadzeni przez baszów powoli zbliżali się w stronę wyłomu.

- Panowie, ruszajmy do ludzi, aby ich sprawić przed bitwą. –Powiedział mistrz i skierował się do schodów. Zanim na nie wstąpił obrócił się jeszcze i krzyknął w stronę rycerzy znajdujących się u podnóża murów - Dzieci pamiętajcie: Deus lo vult!

Jego okrzyk powitała cisza. Pozostali przy życiu obrońcy spoglądali na siebie niepewnym wzrokiem. Wszyscy wiedzieli przecież, jakimi siłami dysponuje sułtan Al.- Aszraf` Chalil a żaden z nich nie wątpił nawet w swój los, jaki by go spotkał gdyby się dostał żywy w ręce saracenów. Jakże teraz wyglądali dumni krzyżowcy, zdobywcy i obrońcy Ziemi Świętej! Przeciągające się przez kilka tygodni oblężenie Akki wycisnęło na nich swoje piętno. Wychudzone, poszarzałe oblicza i oczy pozbawione wyrazu. Okryci w spłowiałe suknie, powyginane i pordzewiałe zbroje, jakże żałosny przedstawiali widok! W tym momencie każdy z nich marzył tylko by wynieść całą skórę z tego przeklętego miasta i odpocząć pod palmami Cypru. Los ostatniego przyczółka chrześcijaństwa w Ziemi Świętej był im zupełnie obojętny.

Templariusze zeszli z blanków i każdy udał się w stronę oddziału, który był mu powierzony. Rycerz dostrzegł pachołka, który prowadził jego konia. Zgodnie z wytycznymi mistrza miał wraz z nim objąć komendę nad resztą jazdy, która jeszcze znajdowała się w mieście. Dosiadając wierzchowca spojrzał na swych towarzyszy i rzekł głośno:

- Bracia milities! Jestem pewny, że nie dla nas słodkie życie na Cyprze! Wiem na pewno, że król Henryk ułożył się z sułtanem! Wiem też, że to od nas zależy los tego miasta także nie zawiedźcie mnie i naszych braci! Ktokolwiek wyłoni się z wyłomu ten spotka się z naszymi mieczami. Pamiętajcie o regule i niech was dobry Bóg ma w opiece!

To rzekłszy ujął pawęż, którą podał mu pachołek a następnie kopię i usadowiwszy się wygodnie na kulbace wytężył wzrok wpatrując się w wyłom.

 

*****

 

Nastała cisza. Rycerze słyszeli własne oddechy i przyspieszone bicie serc. Wielu bezgłośnie szeptało modlitwy. Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrywali się w wyłom skąd spodziewano się natarcia…

Nagle zza murów rozległ się wrzask tysięcy gardzieli: „ Allach Inschallach – Allach Akbar!”.

Szturm się rozpoczął.

Straże templariuszy i pachołkowie przydzieleni do piechoty zaparli się mocno stopami o ziemię. Opuścili pawęże murem do przodu pochylając jednocześnie płot włóczni i berdyszów w kierunku skąd nacierali saraceni. Za nimi kusznicy i łucznicy naciągnęli kusze i napięli łuki. Tymczasem wyznawcy proroka dufając widocznie w swoją przewagę bez należytej ostrożności wleli się potokiem przez wyłom w murze prosto na plac gdzie czekali na nich obrońcy. Brzęknęły cięciwy kusz i łuków, zaśpiewały strzały puszczane pewnymi rękoma!

Tłum saracenów skłębił się w wyłomie. Pierwsze szeregi prute strzałami chrześcijańskich obrońców zachwiały się, lecz parte z tyłu przez nowych wojowników ustąpić nie mogły. Krzyk rażonych mężów wzbił się pod niebiosa. Saraceni jednak nie cofali się. Następne szeregi depcząc po rannych i trupach ruszyły na mur tarcz najeżony włóczniami. Kusznicy wraz z łucznikami nie mogąc strzelać do bliższych, razili strzałami wciąż napływające przez wyłom szeregi muzułmanów. Piechota templariuszy zwarła się potężnie z saracenami. Bici mieczami, dźgani i kłuci włóczniami, gruchotani berdyszami poczęli saraceni ustępować. Mur tarcz przesuwał się do przodu. Kawałek po kawałku chrześcijanie parli naprzód. Jeszcze chwila i potężny okrzyk zwycięstwa rozległ się na placu. Wróg ustąpił.

Piechota cofnęła się na wcześniejszą pozycję po drodze zabierając rannych i zabitych oraz dobijając rannych nieprzyjaciół. Następnie znowu uformowała szyk. Nikt nie wątpił, że przeciwnik zaatakuje ponownie.

Jakoż po chwili po drugiej stronie murów rozległ się znowu wrzask dobyty z tysięcy gardeł i saraceni ruszyli do kolejnego natarcia. Teraz doświadczeni srogą nauką wstąpili w wyłom osłaniając się ścianą dużych tarcz, spoza których ich łucznicy poczęli zasypywać obrońców gradem strzał. W szeregach chrześcijańskich rozległy się jęki rannych. Nie czekając wroga na miejscu straże ruszyły naprzód nie pozwalając by większa ilość mahometan znalazła się na dziedzińcu. Starli się na placu i znów w niebo pobiegły krzyki walczących i jęki rannych. Bitwa stawała się coraz zażartszą. Nikt nie prosił o litość i nikt jej nie okazywał. Chwilami milkły wrzaski i słychać było tylko zgrzytanie żelaza o tarcze i pancerze. Chrześcijańscy rycerze walczyli jak lwy wiedząc, że tylko od wyniku bitwy zależy ich życie. Niejeden jednak oglądał się za siebie spoglądając na zwarte szeregi swojej jazdy i zastanawiając się, kiedy ruszą im na pomoc.

Gdy siły obrońców powoli poczęły się wykruszać sułtan Al- Aszraf Chalil postanowił wprowadzić do boju swych mameluków. Pobiegły ordynanse do jazdy i potężne oddziały królewskich mameluków poczęły zbliżać się do miasta. Tymczasem na dziedzińcu obrońcom mdlały ręce od nieustającej walki i coraz gęściejszym trupem zaczęli zaścielać plac boju. Pozostali przy życiu jak zbawienia wyglądali odsieczy ze strony własnej jazdy, którą jednak mistrz z rycerzem trzymali na wodzy czekając na stosowny moment. Ten nadszedł wreszcie, gdy w wyłomie ukazały się proporce królewskich mameluków. Gdy muzułmańscy jeźdźcy uderzyli na pozostałą cześć chrześcijańskiej piechoty mistrz de Beaujeu spiął konia ostrogami i krzyknął ile miał sił w płucach „ Bóg z nami! Naprzód!”

Templariusze osadzili się mocniej w kulbakach, pochylili glewie kopii do pół końskiego ucha i ruszyli na kształt smoka, który wypełza z czeluści jaskini.

Mamelucy rozpędziwszy niedobitki piechoty nie zdążyli się opamiętać i sprawić szyku, gdy jak taran wbił się pomiędzy nich klin chrześcijańskich rycerzy. „Allach – Jezus” te dwa okrzyki zlały się w jeden i pobiegły w stronę błękitnego nieba. Templariusze po skruszeniu kopii chwycili za miecze i bitwa na dziedzińcu rozgorzała na nowo. Krew poczęła płynąć strumieniami przez zakurzony plac tworząc miejscami kałuże które rozbryzgiwały końskie kopyta. Podczas starcia podniosły się tumany kurzu i zasłoniły walczących. W powstałej kurzawie widać było jedynie błyski mieczy i słychać było trzask i stukot żelaza o pancerze.

Rycerz po skruszeniu kopii dobył miecza i potężnym pchnięciem przebódł chorążego wrogiej jazdy. Ten trafiony przez śmiercionośne żelazo krzyknął strasznym głosem i wyrzucając krwawą pianę ustami spadł pomiędzy tańczące konie wypuszczając sułtański sztandar z ręki. Zielona flaga proroka upadła pod końskie kopyta. Na ten widok zakrzyknęli radośnie templariusze i ze zdwojoną mocą uderzyli na wroga. Rycerz tymczasem obrócił się w siodle i potężnym cięciem skruszył obojczyk kolejnemu mamelukowi. Następnie sparował cięcie krzywego bułata tarczą i uderzył mieczem w naczółek innego wyznawcę proroka. Ten upadając z konia z ciemnym obliczem zalanym krwią ostatkiem sił pchnął konia, którego dosiadał rycerz. Pchnięcie zadane słabnącą ręką nie wyrządziło jednak żadnej szkody a rycerz nie zwracając nań uwagi najechał kolejnego przeciwnika. Tego przebił mieczem aż ostrze wyszło przez jego plecy tak mocno, że jego jelec zahaczył  o łuski zbroi mameluka. Rycerz przez chwilę nie mógł wyszarpnąć klingi z ciała przeciwnika, co widząc towarzysz tego ostatniego zbliżył się do chrześcijańskiego jeźdźca chcąc pomścić swego pobratymca. Rycerzowi, który nie mógł odzyskać broni śmierć stanęła w oczach, lecz szybki jak błyskawica wyszarpnął ostry nadziak zza pasa i uderzył nim w hełm nacierającego. Żelazo przebiło blachę i krew z mózgiem obryzgała twarz rycerza. Nagle dojrzał jak muzułmańska strzała ugodziła wielkiego mistrza de Beaujeu w bok. Ciężko ranny mistrz bliski śmierci wycofał się z placu. Na ten widok zawyli z radości mahometanie a chrześcijanom krzyk rozpaczy zamarł na ustach. W tym samym momencie inny muzułmanin uderzył bułatem w hełm nic niespodziewającego się rycerza i strąciwszy mu osłonę z głowy samego ogłuszył i przytomności na moment zbawił. Oczy rycerza mrokiem się powlokły i spadł bez czucia pomiędzy konie walczących. Tam, cudem uniknąwszy stratowania na chwilę odzyskał zmysły. Dobył mizerykordii z pochwy na brzuchu i począł ciąć pęciny mameluckich koni. Jednak po chwili dosięgło go ostrze lancy jednego z wrogów. Ostrze przebiło pancerz i silnie zakłuło go w pierś. Ranny,  próbował wydostać się z gwaru bitwy, lecz szybko uchodząca krew pozbawiła go sił tak, że padł bez zmysłów na skraju dziedzińca. Zamknął oczy i poczuł, że zapada się w przepaść bez dna…

Link do wpisu:

Komentarze

+ dodaj

myszaczek
2 miesiące temu

piękny kadr ..

pozdrawiam

myszaczek: piękny kadr ..

pozdrawiam

iwona60
2 miesiące temu

świetna całość:)

iwona60: świetna całość:)

oraw
2 miesiące temu

witaj Waszmość w niedzielę

:)

oraw: witaj Waszmość w niedzielę

:)

innanne
2 miesiące temu

No nareszcie, długo trzeba było czekać na ciąg dalszy:)
Zdjęcie przepiękne:)+
Miłej niedzieli Mistrzu Cieniu:)

innanne: No nareszcie, długo trzeba było czekać na ciąg dalszy:)
Zdjęcie przepiękne:)+
Miłej niedzieli Mistrzu Cieniu:)

miki58
2 miesiące temu

Super widok ,przekaz super

miki58: Super widok ,przekaz super

-bies-
2 miesiące temu

Niesamowicie piszesz, Mistrzu. Muszę przyznać, że każdym swym napisanym słowem wciągasz w opowieść coraz bardziej.
Są jednak dwie boleści: jedna to taka, że za rzadko jesteś gościem floga z nowymi tekstami, a druga... kolejne części są zdecydowanie za krótkie... Czytelnik nim się obejrzy, musi już zakończyć swą podróż do Twej opowieści i czekać (nie)cierpliwie na ciąg dalszy... Ależ nas karzesz...

-bies-: Niesamowicie piszesz, Mistrzu. Muszę przyznać, że każdym swym napisanym słowem wciągasz w opowieść coraz bardziej.
Są jednak dwie boleści: jedna to taka, że za rzadko jesteś gościem floga z nowymi tekstami, a druga... kolejne części są zdecydowanie za krótkie... Czytelnik nim się obejrzy, musi już zakończyć swą podróż do Twej opowieści i czekać (nie)cierpliwie na ciąg dalszy... Ależ nas karzesz...

modelarz
1 miesiąc temu

urosła już POWIEŚĆ

modelarz: urosła już POWIEŚĆ

Gość: esterka
27 dni temu

Drogi Cieniu...:)
Nie zniechęcaj się,pisz.
Przecież niektórzy czytają i czekają-mimo wesołkowatych komentarzy:D

Gość: Drogi Cieniu...:)
Nie zniechęcaj się,pisz.
Przecież niektórzy czytają i czekają-mimo wesołkowatych komentarzy:D

marysia-ltd
13 dni temu

i znów się zawiesiłam w odwiedzinach....
pozdrawiam zatem Waszmości Shadow

marysia-ltd: i znów się zawiesiłam w odwiedzinach....
pozdrawiam zatem Waszmości Shadow

Dodaj komentarz

treść komentarza:

Komentuj

Poleć to zdjęcie znajomym

Opowieść... ( XVII )  :: Głośne łomotanie w drzwi celi wyrwało go ze snu. Otworzył zaczerwienione powieki i przez chwil

Podaj swój adres e-mail

Podaj adresy e-mail znajomych

Napisz wiadomość

Przepisz kod z obrazka:

 

Ulubione fotoblogi

SEN: SPOTKANIE NA/W NIEBIE.

 " Widok  z  mostu "- / na Osiedle  Słoneczne - w Szczecinie /

a tak na dobranoc...... pozdrawiam WAS)))))

I spójrz jaka jeszcze droga jest przed nami......

MACZEK ;)

Pozostałe (88)

Ostatnie komentarze

Otrzymane|Napisane

  • dane ukryte

Ostatnio odwiedzili


Najnowsza dedykacja

"Na tym szczeblu życie dopiero jest coś warte, gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda." — Platon

Pozostałe